
Wieczorny spacer z całą rodziną – ja, Michał i Billy. Michał idzie pierwszy i sprawdza, czy za rogiem nie czai się pies, a Billy ciągnie mnie za nim. Nagle Michał przystaje i daje znak, że w pobliżu jest zagrożenie. Zawracamy pospiesznie, tylko po to, aby wpaść prosto na innego psa. Billy nie wytrzymuje, następuje wybuch emocji, intensywne szczekanie wraz z rzucaniem się w kierunku bodźca. Do końca spaceru ciągnie niemiłosiernie i szczeka na wszystko, co się rusza, jakby specjalnie szukał guza.
Tak wyglądały kiedyś nasze wszystkie spacery po mieście. Obce psy, ludzie spieszący się do pracy, hulajnogi, roboty drogowe, śmieci na chodnikach, bawiące się dzieci – taka ilość bodźców może przytłoczyć każdego psa, a tym bardziej reaktywnego. Po wielu wylanych łzach, treningach, konsultacji z behawiorystką, próbach, błędach i drobnych sukcesach, mamy opracowane strategie, dzięki którym wszyscy wracamy do domu zrelaksowani.
Dekompresja
Nic nie zastąpi spokojnych spacerów na łonie natury, gdzie pies może swobodnie eksplorować i węszyć, nie martwiąc się, że za rogiem czai się wróg. I nie mówię tu o spacerach do parku, gdzie nadal jest za dużo bodźców, ale o pozamiejskich terenach, z dala od zgiełku miasta. Kiedy tylko możemy, jeździmy z Billym do lasu, gdzie nasze głowy mogą odpocząć. Może słyszeliście o spacerach dekompresyjnych, ten modny obecnie termin to nic innego, jak właśnie spokojne wyjścia, pozwalające na redukcję stresu. Codziennie chodzimy na długi spacer na 10-metrowej lince, dzięki temu spacery po mieście mogą być krótsze.
Bądź zen
Nasz stan emocjonalny jest równie ważny, ponieważ pies silnie odbiera nasze emocje. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, prawda? Trudno było mi zachować spokój, kiedy Billy z rozkosznego przytulasa, jakim jest na co dzień, zamieniał się w krwiożerczą bestię. Nieumiejętność radzenia sobie z takimi sytuacjami powodowała frustrację i zwątpienie. Co mi pomogło, to opracowanie strategii radzenia sobie w różnych okolicznościach.
Konsultacja behawiorystyczna podniosła mnie też na duchu w najtrudniejszym momencie, kiedy myślałam już, że wszystko robię źle i w ogóle nie nadaję się do zajmowania się swoim psem.
Wyjście z domu
Ważne jest, aby wychodzić spokojnie, aby pies nie nakręcał się zbytnio i nie był już na starcie rozemocjonowany. Kiedy zbieramy się zbyt długo i Billy zaczyna się niecierpliwić, rzucam mu smaczki do szukania, co pozwala mu odwrócić uwagę i obniżyć pobudzenie. Aby zmniejszyć ryzyko nagłego natknięcia się na człowieka na klatce schodowej, przed otwarciem drzwi proszę Billy’ego, aby usiadł i wyszedł dopiero na hasło “ok”.
Trasa spacerowa
Na spacery po mieście mamy opracowaną taką trasę, aby zawsze była “droga ewakuacyjna”. Najlepsze są takie ulice, gdzie z daleka widać, kto nadchodzi. Zazwyczaj zauważam psa szybciej niż Billy i zmieniam kierunek – skręcam w inną ulicę bądź zawracam. Mijanki z obcymi psami w większości wypadków nie przynoszą nic dobrego i często są po prostu za trudne.
Krótka smycz
Na chodnikach, w ruchliwych miejscach i wszędzie tam, gdzie zza rogu lub z budynku może wyjść pies, Billy idzie na krótkiej smyczy . Dopiero na trawniku daję mu więcej luzu. Może wydawać się to dla psa uciążliwe, ale widzę, że im bliżej mnie jest, tym bezpieczniej się czuje. Przydaje się nauka chodzenia przy nodze i korzystanie z tego w szczególnie trudnych miejscach.

Uwaga, pies!
Jeśli pies nadchodzi z daleka i Billy już go zauważył, pozwalam mu na niego popatrzeć. Kiedyś próbowałam odciągać go za pomocą smyczy, ale to wywoływało odwrotny skutek – napięcie smyczy powodowało nagły wybuch i Billy długo nie mógł się po tym uspokoić. Przy czym nie chodzi o to, że mamy stać i gapić się na obcego psa. Kiedy tak robiłam, Billy czuł, że wymagam od niego jakiejś reakcji w związku z psem, więc teraz staram się odejść, ale nie ciągnąc Billy’ego na siłę.
Ważne jest to, aby w takim momencie mieć psa bardzo blisko siebie i być dla niego “tarczą”, tzn. ustawić się między swoim a obcym psem. Billy w takich sytuacjach czasem próbuje zajść mi drogę, aby ustawić się przede mną i skonfrontować z psem. Nie pozwalam mu na to, blokując drogę ciałem i pomagając sobie smyczą.
Istotne jest jednak, żeby „bycie tarczą” nie oznaczało zablokowania psu wszystkich możliwości — jeśli pies czuje się uwięziony, bez żadnej drogi ucieczki, to może to nasilić jego napięcie zamiast je obniżyć. Dlatego staram się jednocześnie dawać Billy’emu opcję: mogę go zasłonić sobą, ale nie przyciskam go do płotu czy ściany. Jeśli sytuacja na to pozwala, zamiast tylko stać, powoli odchodzimy razem w bezpieczniejszym kierunku — to działa lepiej niż samo stanie w miejscu.
Jeśli jednak pies idzie prosto na nas, to wtedy odciągam Billy’ego w kierunku przeciwnym. Bardzo prawdopodobne, że się odpali, ale przynajmniej nie traci zaufania do mnie, że pakuję go w konfrontacyjne sytuacje.
| 💡 Czy wiesz, że..? To, co robimy z Billym — szukanie odległości od bodźca, przy której jest w stanie się skupić — ma nawet swoją nazwę w pracy behawioralnej: BAT (Behavior Adjustment Training). Zamiast unikać trudnych sytuacji całkowicie, pracuje się z psem „poniżej progu reakcji”, czyli na takim dystansie od bodźca, żeby pies zauważył go, ale nie wpadł w emocje. Z czasem ten dystans można stopniowo zmniejszać. |
Uspokajanie
Jeśli wszystko powyższe zawiodło i nastąpił wybuch emocji, przede wszystkim staram się zachować spokój i uspokoić psa. Gdyby w takich emocjach szedł dalej na spacer, zacząłby mocno ciągnąć i byłby napięty tak, że każda z pozoru błaha sytuacja groziłaby kolejnym wybuchem. Proszę go, aby usiadł i robię z nim kilka ćwiczeń, typu: daj łapę, stój, obrót, cokolwiek, co wybije go z trybu wariactwa w tryb pracy.
Czy teraz jest lepiej?
Nasze spacery po mieście są teraz dużo spokojniejsze, ale nie idealne. Zdarzają się lepsze i gorsze dni, ale dzięki odpowiednim strategiom, przećwiczonym podczas wielu spacerów, udaje się wracać do domu bez płaczu. Z pewnością łatwiej mi zachować spokój, kiedy wiem, co robić, a odpowiednie zarządzanie pozwala Billy’emu skupić się na swoich psich sprawach.

