
W naszym bloku pojawiła się nowa sąsiadka. Od razu widać, że psiara, swój pozna swego. Kiedy spotyka nas na spacerze, wita się i zagaduje. I dla Billy’ego to jest w porządku, o ile znajdujemy się co najmniej 50 metrów od naszego bloku. Ta sama osoba spotkana przy wejściu do budynku już nie jest w porządku. Ostatnio spotkaliśmy sąsiadkę pod blokiem, zdziwiła się, że puszczam ją przodem i czekam z Billym. „To nie będziemy się witać?” – zmartwiła się. W tym momencie nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. „On jest reaktywny” – pasowałoby, ale dla większości osób to nic nie znaczy. „On się boi” – mówię zamiast tego, chociaż może być trudno w to uwierzyć, patrząc na jego zajadłe szczekanie.
Dlaczego klatka schodowa to trudne miejsce dla psa reaktywnego?
Klatka schodowa to ciasna przestrzeń bez drogi ucieczki. Pies w stresie ma do wyboru ucieczkę, zamarcie, uspokajanie albo odstraszenie. W bloku, w windzie czy w wąskim przejściu przy drzwiach ucieczka jest praktycznie niemożliwa, bo smycz i ściany ją blokują. Zostaje odstraszanie, czyli szczekanie, wyrywanie się i warczenie. Na chodniku ten sam pies może po prostu zejść na bok, na klatce już nie.
Billy nienawidzi być zaskakiwany. Nawet na spacerze, nie lubi kiedy pies pojawia się nagle przy nim, podczas gdy on węszy sobie w spokoju. W bloku takie sytuacje są na porządku dziennym. Drzwi otwierają się bez ostrzeżenia, sąsiad wyłania się zza zakrętu schodów, winda otwiera się prosto na kogoś. Pies nie ma czasu, żeby z daleka zobaczyć bodziec i go „przetworzyć”. Odległość, która w pracy z reaktywnością jest kluczowa, na klatce często wynosi metr albo dwa.
Dodatkowym czynnikiem, powodującym stres u psa, są dźwięki, które w bloku brzmią inaczej niż na dworze. Kroki, trzaśnięcie drzwiami czy szczekanie psa z trzeciego piętra brzmią głośniej i trudno je zlokalizować. Dla wrażliwego psa to dodatkowe źródło niepokoju, jeszcze zanim zobaczy kogokolwiek.
Nie bez znaczenia jest też nasze, opiekunów, napięcie. W pewnym momencie zaczęliśmy się z Michałem mocno stresować przy wychodzeniu z domu. Kiedy jechaliśmy windą i słyszeliśmy, że ktoś czeka na nią na parterze, wpadaliśmy w panikę i gorączkowo ustalaliśmy, co robić. Postanowiliśmy wtedy skonsultować się z behawiorystką, bo baliśmy się, że sami nie damy rady. Poniżej opisuję zalecenia, które dostaliśmy dla Billy’ego. U nas zadziałały, ale plan pracy zawsze układa się pod konkretnego psa, więc jeśli Wasz pies ma podobny problem, warto skonsultować go ze specjalistą.

na spacerku było fajnie, ale chodźmy już do domu
Jak pracować z psem na klatce schodowej?
Siad przed drzwiami i wyciszanie przed wyjściem
Pracę należy zacząć już w domu. Przed wyjściem pies jest już pobudzony, czeka, aż się zbierzemy, nie może doczekać się spaceru, ma energię skumulowaną po kilku godzinach w domu. Kiedy nasze zbieranie się trwa długo, rzucamy mu w przedpokoju smaczki, aby obniżyć pobudzenie. Przed otwarciem drzwi Billy ma usiąść i wyjść dopiero na hasło „ok”. Powtarzamy to przed każdymi drzwiami, tymi z mieszkania i tymi od klatki schodowej.
Pewnego dnia, zanim jeszcze rozpoczęliśmy pracę nad problemem szczekania na klatce schodowej, pech chciał, że kiedy wychodziliśmy, ktoś akurat opuszczał mieszkanie naprzeciwko. Billy zaczął intensywnie szczekać i musiałam cofnąć się za drzwi. Nauczenie Billy’ego siadania przed drzwiami pozwoliło mi lepiej kontrolować sytuację – otwieram drzwi i mam czas, aby sprawdzić czy ktoś się za nimi znajduje, podczas gdy Billy siedzi.
Schody zamiast windy
Winda to najgorsza możliwa przestrzeń dla reaktywnego psa: zamknięte pudło, zero drogi ucieczki, a drzwi otwierają się nagle, czasem prosto na człowieka z psem. Na schodach słychać kroki z wyprzedzeniem, widać, kto idzie, można się zatrzymać, cofnąć na półpiętro albo odczekać, aż ktoś przejdzie. Całkiem z windy jednak nie zrezygnowaliśmy, bo częste schodzenie po schodach mocno obciąża stawy, zwłaszcza u młodego, ruchliwego psa. Dlatego przy wychodzeniu z domu wsiadamy do niej tylko wtedy, kiedy jest pusta, i zjeżdżamy na pierwsze piętro. Ostatni odcinek, na którym najczęściej kogoś spotykamy, pokonujemy schodami. Do domu wracamy już pieszo, bo wchodzenie jest dla stawów mniej obciążające niż schodzenie.
Smakołyki za odgłosy na klatce
Kiedy Billy nasłuchuje odgłosów na klatce schodowej, dostaje smaczka. I nie chodzi tu o takie sytuacje, kiedy pies już wybuchł. Jeśli szczeka i się wyrywa, jedzenie często nic nie zmieni, bo pies jest zbyt pobudzony, żeby w ogóle je przyjąć. Chodzi o zmianę emocjonalnego skojarzenia z bodźcem. Trzaśnięcie drzwiami czy kroki na schodach mają zacząć oznaczać „zaraz dostanę coś pysznego”, a nie „zagrożenie”.
Jak jest teraz?
Czy Billy jest dziś „wyleczony”? Nie. Siad przed drzwiami opanował błyskawicznie i teraz grzecznie czeka, aż pozwolę mu wyjść. Na klatce szło nam coraz lepiej, aż jedna sytuacja go wystraszyła i część postępów się cofnęła.
Zdarzyło się to późnym wieczorem pod blokiem. Wchodziła do bloku pewna obca osoba i puściłam ją przodem. Kiedy podeszliśmy do drzwi wejściowych, kobieta nagle wyszła z powrotem z klatki, zmuszając nas do cofnięcia się. Z braku innej opcji stanęłam z Billym pod śmietnikami, czekając aż pani sobie pójdzie, ale ta niestety postanowiła zagadać, na co Billy bardzo się odpalił. A że jestem uprzejma i ,powiedzmy to wprost, mało asertywna, wdałam się w rozmowę, a Billy się nakręcał. Już po fakcie zorientowałam się dlaczego aż tak mocno zareagował – nasze cofnięcie się pod śmietniki spowodowało, że odebrałam mu drogę ucieczki, stawiając go w sytuacji dosłownie bez wyjścia.
Oczywiście byłam zła na siebie, ale nauczyłam się, że regres to część tej drogi, a nie dowód porażki. To, co Billy już umie, nie zniknęło. Wracamy do łatwiejszych kroków, dalej chodzimy schodami i dalej pracujemy. Jeśli też macie za sobą gorszy tydzień, nie przekreślajcie całej pracy, którą wykonaliście.
Nauczyłam się też jednego zdania, które przyda mi się przy następnym spotkaniu z sąsiadką: „Chętnie pogadamy, ale kawałek dalej od bloku”. Bo sąsiedzi nas wcale nie muszą lubić – wystarczy, że zrozumieją, dlaczego Billy potrzebuje trochę więcej miejsca.

