
Popołudniowy spacer po parku. Pada deszcz, więc nie mijamy zbyt wielu osób. Na horyzoncie pojawia się pies. “Podbiegacz”, myślę. Zaczynam się stresować i skracam smycz. Opiekun z daleka woła do mnie “spokojnie, on nic nie zrobi”. Postanawiam dać szansę tej relacji i pozwalam podejść Billy’emu. Dostrzegam jego napięcie, zastyga i czeka na rozwój sytuacji. Obcy pies podchodzi spokojnie, następuje dwustopniowa weryfikacja, czyli o obwąchanie z przodu i z tyłu i po chwili oba zwierzaki brykają radośnie po trawniku.
Myślę sobie jak to fajnie mieć psa, który podchodzi do innych ze spokojem, tymczasem z Billym jest ciągłe napięcie. Czy obcy pies nie zbliża się za bardzo i Billy zaraz się odpali, czy tamten krzywo na niego spojrzał i Billy się odpali, czy ten pies z sąsiedztwa, który już raz go obszczekał nie pojawi się na horyzoncie i Billy się odpali. A może przechodzący człowiek wykona nagły gest w naszą stronę i Billy zareaguje gwałtownie.
Oczekiwania vs. rzeczywistość
Większość z nas ma jakieś wyobrażenia i oczekiwania względem swojego przyszłego psa, szczególnie takiego, na którego długo czekamy. My czekaliśmy rok od momentu, kiedy podjęliśmy decyzję. Wybraliśmy hodowlę i czekaliśmy na szczeniaczki — pech chciał, że żadna z dwóch suczek nie zaszła w ciążę, a kiedy już się to wydarzyło, urodziły się same dziewczynki, a my czekaliśmy na chłopca. Lista oczekujących była długa.
W międzyczasie myślałam o tym, jak będzie wyglądać nasze życie. Wspólne wycieczki piesze i rowerowe. Spacery z przyjaciółmi, którzy też mają psy. Pies, który grzecznie czeka przy stoliku, kiedy latem jemy pizzę w ogródku piwnym. Tymczasem Billy nie zaprzyjaźnił się z żadnym z psów przyjaciół i rodziny, a ludzie go stresują – miejsca publiczne są dla niego zbyt dużym dyskomfortem.
Wyjście na spacer czy na wojnę
Wyobrażałam sobie, że spaceruję, podziwiając widoki, podczas gdy pies spokojnie idzie u mojego boku. Tymczasem wyjście na spacer to cała złożona procedura, wymagająca mojej nieustannej uwagi. W okresie największej reaktywności Billy’ego nasze spacery przypominały bardziej pójście na wojnę — Michał szedł kilka metrów przed nami i sprawdzał, czy za rogiem jest czysto. Na jego znak dołączaliśmy z Billym. Byliśmy w ciągłym napięciu i wiele razy wróciłam zapłakana do domu, bo Billy znowu odwalił jakiś numer.
Raz na przykład zobaczył dwa duże psy po drugiej stronie ulicy i jakimś cudem wypięła się smycz. Pobiegł przez jezdnię i rzucił się na psa, ważącego jakieś 60 kilogramów. Billy jest niedużym psem, waży 10 kilo, ale nie przeszkadzało mu to wcale — zwarł się z obcym psem, sytuacja wyglądała groźnie. Kiedy dobiegłam do niego, odłączył się od psa, jakby myślał, że teraz ja go uratuję, ale nadal biegał wokół niego ze szczekaniem po ulicy, samochód zatrzymał się przed nim z piskiem opon, podczas gdy ja próbowałam go złapać. Cudem nikomu nic się nie stało.
Czy teraz jest lepiej? Tak, o wiele lepiej, ale spacer wymaga nadal mojego zarządzania sytuacjami tak, aby zminimalizować stres Billy’ego. I trzeba się z tym pogodzić. Billy nie jest idealnym psem, ale ja też nie jestem idealnym człowiekiem. Zdarzyło mi się podnieść na niego głos w trudnej sytuacji, co wcale nie pomogło. Uczę się przy nim cierpliwości i zachowania zimnej krwi. Staram się myśleć o jego emocjach, zamiast o rezultacie, jaki chcę osiągnąć. Nie chcę mieć psa, który nie zaszczeka nigdy na nikogo — chcę pomóc mu opanować nerwy w trudnych momentach. Dać mu narzędzia, dzięki którym sobie poradzi. Dać mu wsparcie.
Nie bójmy się przyznać do frustracji i poczucia porażki. Tylko w mediach społecznościowych psy są idealne, chodzą grzecznie przy nodze i mijają się ładnie z obcymi. Pożegnajmy idealnego psa, którego sobie wymarzyliśmy, i zaakceptujmy naszego psa takim, jakim jest. Ze swoimi lękami i wybuchami, ale też ze swoją uważnością na nasze emocje. Może nie będziemy z nim chodzić do restauracji, tak jak sobie to wyobrażaliśmy — znając jego emocje w miejscach publicznych, może lepiej zostawić go w domu, żeby odpoczywał.
Pamiętajmy za to o sytuacjach, kiedy prosił o naszą pomoc i byliśmy w stanie mu ją dać. O takich momentach, kiedy widać, że nasza wspólna praca przynosi owoce — że dzięki nam nasz psi przyjaciel radzi sobie lepiej.

