
Nigdy nie zapomnę dnia 13 lipca 2024r., kiedy jechaliśmy 500 km po naszego upragnionego szczeniaka, Hannovera z miotu H hodowli Endunamoo. Kiedy pani Ania otworzyła drzwi, wypadła zza nich banda urwisów, a pierwszy był on, nasz Billy. “To przeznaczenie”, zachwyciła się pani Ania, a gromadka terierów rozpoczęła swój atak na sznurówki Michała. O życiu i pasji hodowcy, o tym, że hodowla to nie sprzedaż psów, ale realizowanie czyichś marzeń o nowym członku rodziny, rozmawiam z Anną Kujawą, właścicielką hodowli psów rasy Manchester Terrier.
Jak zaczęła się Pani przygoda z hodowlą psów i dlaczego wybór padł właśnie na manchester terriery? Co trzeba mieć w sobie, żeby zostać dobrym hodowcą?
Miłość do psów była w sercu od dziecka, myślę, że to trzeba mieć w sobie – dużo empatii, dużo wrażliwości i trochę mniej rozsądku 😉 bo kiedy zdajesz sobie sprawę, że pies to obowiązek, to systematyczna praca, to pewne wyrzeczenia i ograniczenia choćby wyjazdowe, to serce musi wygrać walkę z rozumem. Kiedy byłam nastoletnią dziewczynką i rodzice po milionie próśb dali się przekonać na psa, pierwszą dziewczynką, która trafiła do nas była manchesterka. Charakter teriera był trudny, uparty, dominujący, a były to czasy, kiedy każdy pies biegał samopas po podwórkach, wokół bloków i nikt specjalnie psa nie układał. Mika, bo tak miała na imię nasza suczka, była inna – ona była naszym stróżem, kompanem w każdej czynności, wiernym przyjacielem – niosła radość i osuszała łzy w chwilach smutku. Od pierwszej nocy pchała się pod kołdrę i chciała spać obok na poduszce, była czymś więcej niż pies … Miała niezwykłą cechę poznawania ludzi, nie ufała od razu, wiedziała, że jej zadaniem jest obrona swojej rodziny, już wtedy wiedziałam, że wskoczyłaby za mną w ogień.
Gdy Mika odeszła, choć serce pękało, wiedziałam że tę pustkę w domu można zastąpić tylko psem i pojechałam po labradora. Piękny biszkoptowy przyjaciel był mój, ale już nie tylko – Hokus kochał wszystkich, ufał każdemu, a ja byłam chwilami o tę jego miłość zazdrosna. To także cudowna rasa, przeżyliśmy razem piękne 14 lat, ale czułam, że kiedyś wrócę do terierów.
Przez lata dzielnie pracowałam nad mężem, aby się przekonał do zakupu drugiego psa. Nie chciał, mieliśmy 43 kilogramowego labradora, który wymagał dużo opieki zwłaszcza w podeszłym wieku. Ja nie odpuszczałam i cały czas go męczyłam o manchester teriera. On – pamiętał Mikę, która potrzebowała dużo czasu, aby przyjąć go do naszej rodziny, gdy się poznaliśmy. W końcu się udało. Pojechaliśmy do hodowli w Łodzi po Inkę, która weszła Wojtkowi pod kurtkę, wtuliła się w niego i tak jechała z nim do samego domu, pomimo, że on był kierowcą 😉
Manchestery są wyjątkowe – jak zaufają to już na zawsze, jak rozkochają w sobie – to bez granic, jak służą – to najbardziej wiernie.
Trudno określić dobrego hodowcę, bo pewnie nie ma na to zdefiniowanej reguły … słowo hodowla samo w sobie może kojarzyć się źle – z rozmnażaniem, nawet z produkcją, a potem sprzedażą zwierząt. Często w telewizji widzimy hodowle klatkowe, gdzie jest dużo psów, co więcej, psów wielu różnych ras, które się karmi, utrzymuje, następnie kryje samice, odchowuje szczenięta i sprzedaje do nowych domów. Tak można hodować pisklęta, ale nie psy. Pies to coś więcej, to nie jest zwykłe zwierzę, którym można handlować, to żywe stworzenie, które instynktownie dostosowuje się do Twojego życia, wpasowuje się w rodzinę i staje jej częścią.
Pies jest jedyną istotą na ziemi, która kocha Cię bardziej, niż samego siebie. Jest Twoim najwierniejszym przyjacielem, obrońcą i kompanem w każdej chwili życia. Jest najlepszym słuchaczem, osuszaczem łez, poduszką i grzejnikiem w zimowe wieczory … Misją jego życia jest Tobie służyć do ostatniego dnia, do ostatniego uderzenia serca.
Pies jest jedyną istotą na ziemi, która kocha Cię bardziej, niż samego siebie. Jest Twoim najwierniejszym przyjacielem, obrońcą i kompanem w każdej chwili życia. Jest najlepszym słuchaczem, osuszaczem łez, poduszką i grzejnikiem w zimowe wieczory … Misją jego życia jest Tobie służyć do ostatniego dnia, do ostatniego uderzenia serca.
Myślę, że robię wszystko, aby być dobrym hodowcą. Z dużą starannością planuję każdy miot, z zachowaniem przepisów FCI i Związku Kynologicznego w Polsce, sprawdzam rodowody moich dziewczynek z rodowodem psa reproduktora, którym planuję krycie tak, aby do czwartego pokolenia wstecz nie było tych samych przodków, to daje gwarancję czystości rasy i wyklucza potencjalne wady genetyczne szczenięcia, co powinno być bezwzględnie priorytetem dla hodowcy. Ponadto planuję krycie mając listę rodzin oczekujących na szczenię, to daje mi duże poczucie bezpieczeństwa i pewności, że każde urodzone szczenię ma już najlepszą rodzinę, która na nie czeka. Bardzo wierzę w przeznaczenie i wiem, że nic nie dzieje się z przypadku. Z każdą rodziną rozmawiam godzinami przez telefon lub osobiście, gdy odwiedzają hodowlę, poznaję ich styl życia, upewniam się, że mają świadomość rasy manchester terier – to daje mi pewność, że podjęta przez rodzinę decyzja o zakupie psa jest bardzo dojrzała, przemyślana i pewna.
Te rodziny przechodzą razem ze mną przez cały proces ciąży suczki, następnie narodzin miotu i pierwszych tygodni życia dzieci. Od chwili krycia, przez potwierdzenie ciąży u weterynarza, a następnie przez odbiór porodu i narodziny szczeniąt, przesyłam rodzinom informacje i zdjęcia, aby zacieśniać ich więź z przyszłym członkiem rodziny od samego początku. Często zakładając dzieciakom kolorowe wstążeczki po narodzinach, nadając imiona i opisując wagę urodzeniową – instynktownie czuję, które szczenię jest dedykowane poszczególnym ludziom. Oczywiście temperament szczeniąt kształtuje się później i dopiero podczas obserwacji ich zachowań, ruchliwości, zabawy, nagrywam masę filmików, na podstawie których poszczególne rodziny wybierają to jedno szczenię dla siebie. Dla jednych rodzin ważniejsza jest ocena behawioralna szczenięcia – chcą „takie spokojniejsze”, albo „bardziej szalone”, a dla innych ważne są cechy wyglądu – ktoś chce psa drobniejszego, niższego, ktoś inny psa mocnej budowy i wysokiego. Te wszystkie aspekty wpływają na wybór, niemniej każda rodzina, która przyjeżdża do mnie po odbiór – przyjeżdża po swoje, konkretne szczenię, nie zdarzyło się aby ktoś chciał wymienić szczenię na inne podczas odbioru. To jest piękne i też bardzo ważne dla mnie, ponieważ podczas tych kilku tygodni u mnie opowiadam dzieciakom o ich przyszłych rodzicach, rodzeństwie, o domach z ogrodem lub małych mieszkaniach, o stylu życia ich rodzin itp. Wiem, że brzmi to dziwnie, bo bardzo uczłowieczam moje psy, ale tak właśnie traktuję hodowlę. Ja nie sprzedaję rodzinom psów – sprzedaję marzenia, członka rodziny na kolejne 15 lat, daję im radość, przywiązanie, daję im żywą iskierkę, a w zamian otrzymuję spokój w sercu, że moje szczenięta mają ukochane rodziny, pełne miłości, ciepła i wzajemnego szacunku domy, w których są ważnym elementem życia codziennego.
Reasumując, myślę, że bycie dobrym hodowcą to świadomość, że wszystkie narodzone i odchowane w moim domu szczenięta są zdrowe, bardzo szczęśliwe, szalenie kochane, a stały kontakt z rodzinami tylko utwierdza mnie w tym, że ta praca ma sens i że ta pasja jest piękna.

Jak to wygląda obecnie — czy hodowla wciąż jest głównie Pani pasją, czy z czasem stała się ważniejszą częścią życia zawodowego? Jak udaje się to pogodzić z pracą i życiem prywatnym?
Hodowla jest wyłącznie moją pasją i oczywiście jest ważniejszą częścią życia, choć nie zawodowego, bo nie opiera się na rachunku zysków i strat. W stałej pracy zawodowej, którą bardzo szanuję, ponieważ daje mi pieniądze na życie, opiera się na wiedzy zdobytej podczas studiów i doświadczeniu budowanym przez lata, czuję się dobrze, stała umowa o pracę na pewno daje poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i rozwoju zawodowego, ale to wciąż tylko praca – w pewnym stopniu rutyna dnia codziennego … Hodowla natomiast to pasja, która wypełnia każdą wolną chwilę, która pozwala na realizację marzeń, stawia na drodze cudownych ludzi, którzy chociaż z różnych stron świata – stają się swoistą nową rodziną, z którą buduje się relacje na wiele lat, z którą przeżywa się każde przeziębienie psa, każdą biegunkę, każdą kontuzję … z którą dzieli się wszystkie radości podesłane w filmikach, piękne chwile uchwycone na zdjęciach, pierwsze zabawy z psimi przyjaciółmi w parku, pierwsze kroki w wodzie jeziora lub morza, pierwsze górskie wędrówki, biegi, czy długie spacery, a nawet pierwsze wystawy i prezentacje na ringach.
Muszę w tym miejscu podkreślić bardzo istotną rolę mojego męża w hodowli, który ma pracę zdalną i jest z naszymi psami praktycznie zawsze w domu. Moja praca zawodowa to na szczęście stałe godziny pracy do 15 i wolne weekendy. Te aspekty pozwalają pogodzić opiekę nad psami z pracą. A życie prywatne ? – psy są jego częścią, więc całe nasze życie to czas spędzany razem. Oczywiście kochamy podróże, kilka razy w roku staramy się wyjeżdżać w różne zakątki świata, a niestety lecąc samolotem psów nie zabierzemy, więc wtedy włączamy pomoc dziadków, którzy z dużą przyjemnością zostają z psami w domu. Psy się cieszą, bo wtedy porcje jedzenia są dziwnie większe, a i częstotliwość karmienia wzrasta …
Ile manchester terrierów mieszka obecnie z Panią? Jak wygląda codzienne życie z taką gromadką?
Na tę chwilę mamy cztery psy – trzy dziewczynki Inkę, Rami i Abi oraz chłopca o imieniu Coshi.
W planie na przyszły rok jest zostawienie suczki – córki Rami, ale oczywiście do wszystkiego podchodzę z dużą pokorą i zobaczymy, czy wszystko będzie nam dane 🙂
Nasze codzienne życie jest normalne, nie wyobrażam sobie innego … wstajemy rano, idziemy do pracy, do swoich obowiązków, nasze psy lubią długo pospać (oczywiście śpią z nami w łóżku pomimo kilkunastu wygodnych legowisk rozłożonych po całym domu), potem gdy ja wracam z pracy – razem jemy obiad (w sumie to najpierw szykujemy obiad psom, a dopiero potem my siadamy do stołu), a po południe jest wspólne – wspólny spacer, trening, zabawy i najlepsze – wieczorne kocykowanie na kanapach w salonie podczas oglądania filmu. Jeśli są w domu szczenięta to ten dzień wygląda trochę inaczej, ponieważ dzieciaki absorbują cały wolny czas, wymagają uwagi, bardzo dobrej socjalizacji – stąd często zapraszamy gości – dorosłych i dzieci, aby szczeniaczki poznawały różne zapachy, dźwięki, głosy, dotyk itp. – jest to ważne w ich dalszym rozwoju, bo ma to istotny wpływ na ich zachowania w docelowym domu, tym bardziej, że manchestery należą do ras, które wobec obcych zachowują dystans i nieufność.

Jak wygląda przygotowanie do narodzin miotu oraz pierwsze tygodnie życia szczeniąt? Jaką rolę odgrywają wtedy socjalizacja i pierwsze doświadczenia?
Na kilka dni przed planowanym terminem porodu, przygotowujemy mamie oddzielny pokój, aby była spokojna i czuła się bezpiecznie. Ta nowa sypialnia służy jej na kolejne osiem tygodni (mi zresztą także, bo śpię tam przez cały czas z mamą i szczeniętami).
Poród jest niezwykłym doświadczeniem, bo nigdy nie wiadomo do końca ile szczeniąt się urodzi i jakich płci (weterynarz nie jest w stanie tego dokładnie określić po usg jak w przypadku ludzi). Wiadomo, że najważniejsze jest dla nas, aby wszystkie szczenięta były zdrowe i żeby mama dobrze się czuła, ale nie ukrywam, że niezmiernie miło jest gdy liczba chłopców i dziewczynek mniej więcej odpowiada oczekiwaniom rodzin.
Pierwszy i drugi tydzień życia to tygodnie neonatalne – główne czynności psa na tym etapie rozwoju to ssanie mleka i spanie, a energię zużywa na intensywny wzrost. Szczeniaczki na razie nie widzą i nie słyszą, nie mają zębów i nie potrafią jeszcze regulować temperatury ciała. Wspólnie z rodzeństwem polegają na mamie i własnym cieple, dlatego tłoczą się w ciasne stadko. Spędzają prawie 90 procent swojego czasu śpiąc. Pomiędzy 10 a 14 dniem otwierają oczy, a około 2 tygodnia życia otwierają się kanały zewnętrzne uszu i pies zaczyna słyszeć pierwsze dźwięki. Generalnie poza dzienną porcją ćwiczeń przy „barze mlecznym mamusi” i ważeniem, szczenięta cały czas spędzają śpiąc w swoim legowisku z rodzeństwem – jest to faza wegetatywna. My – opiekunowie – możemy tylko zachwycać się tym słodkim widokiem i przesyłać zdjęcia rodzinom.
Kolejne dwa tygodnie to pierwsze kroki, potknięcia, pierwsze zainteresowania zabawkami, wzajemne podgryzanie swoich ogonków i uszu 🙂 Ponadto w czwartym tygodniu pierwsze wyjście z domu – pierwsze badanie i odrobaczenie u weterynarza.
W piątym tygodniu życia szczeniąt robi się ciekawie, bo zaczynamy pełną socjalizację, zapoznajemy szczenięta z naszymi dorosłymi psami i wypuszczamy je po całym domu. Wtedy ich spokojne życie z mamą w sypialni zamienia się w szaleństwa po salonie, przy dźwiękach telewizora, stukach naczyń w kuchni, zaglądaniu do zmywarki, gonieniu za odkurzaczem i różne reakcje na wszelkie bodźce zewnętrzne. Przygotowuję im norki, tunele z szeleszczących materiałów, plastikowe butelki i inne akcesoria, które imitują dźwięki życia codziennego.
Szósty tydzień jest bardzo pracowity – kolejna wycieczka samochodem i wizyta u weterynarza, pierwsze szczepienie oraz czipowanie szczeniąt, a z mojej strony masa nakręcanych filmików, bo oczekujące rodziny już nie mogą się doczekać …
W 7 tygodniu – odbiór miotu, czyli wizyta Kierownika Sekcji Terrierów ZKwP w hodowli, przesłanie kompletu dokumentów miotu w celu pozyskania metryk szczeniąt, a w naszym domu – częste wizyty gości i socjalizacja „pełną parą”, aby dzieci nie były lękliwe w nowych domach i żeby szybko zaadaptowały się w nowym otoczeniu.
Po ósmym tygodniu następuje trudny dla mnie czas rozstania, ale też bardzo piękne chwile z rodzinami. Radość rodziców, a zwłaszcza dzieci odbierających szczenię to wielka nagroda za pracę i włożony wysiłek w przygotowanie tych maluszków do nowych domów, to wiele pytań i odpowiedzi, wiele obaw i trosk o przyszłość psiaków. Potem jest już tylko oczekiwanie na wiadomość: „dojechaliśmy bezpiecznie, maluch przespał całą drogę, teraz chodzi i poznaje swój nowy dom” … i kolejna masa zdjęć i filmików, których odbiorcą już teraz jestem ja 😉
Jak odjedzie ostatnie szczenię z miotu, to w naszym domu robi się dziwnie cicho i troszkę smutno, ale wtedy nasze psy mają już nas tylko dla siebie, no i wreszcie się wysypiam (jak są dzieci to śpię 3-4 godziny na dobę 😉
Jak widzi Pani przyszłość swojej hodowli? Czy ma Pani jeszcze jakieś hodowlane marzenia lub plany, które chciałaby zrealizować?
Z dużą pokorą podchodzę do życia i uważam, że każdy dzień jest darem, ale oczywiście trzeba mieć marzenia. Więc jeśli zdrowie pozwoli, będę szukała dobrego reproduktora dla mojej Rami, aby w przyszłym roku zostawić sobie dziewczynkę. Następnie czeka nas cała ścieżka wystaw do zdobycia uprawnień suki hodowlanej i to pozwoli prowadzić dalej hodowlę, bo należy pamiętać, że zgodnie z przepisami ZKwP suka hodowlana ma uprawnienia do 8 roku życia, więc moja Inka, która ma lat 9 jest już weteranką na zasłużonej emeryturze, Rami ma 7 lat, więc przyszły miot będzie jej ostatnim, a Abi ma prawie 6 lat , więc przed nią jeszcze może dwa mioty …
Prosta sprawa – jeśli chcę dalej prowadzić hodowlę, to muszę mieć kolejną suczkę, a ponieważ nasze psy będą z nami do końca życia, to nasza ludzko – psia gromadka będzie się powiększać 🙂


